FANDOM


Dane z książek Sapkowskiego

Jeździec patrzy na nią. Ciri widzi błysk oczu w szparze wielkiego hełmu, ozdobionego skrzydłami drapieżnego ptaka. Widzi odblask pożaru na szerokiej klindze miecza trzymanego w nisko opuszczonej dłoni.

Krew elfów

Wezwany z antyszambrów rycerz wszedł do komnaty energicznym, gromkim krokiem, zgrzytając czarną zbroją. Zatrzymał się, wyprostował dumnie, odrzucił z ramienia mokry i ubłocony czarny płaszcz, położył dłoń na rękojeści potężnego miecza. Oparł o biodro czarny hełm ozdobiony skrzydłami drapieżnego ptaka. Coehoorn spojrzał na twarz rycerza. Znalazł na niej twardą wojacką dumę i zuchwałość. Nie znalazł niczego, co powinno się zobaczyć na twarzy człowieka, który ostatnie dwa lata spędził w wieży, w miejscu, z którego, jak wszystko wskazywało, wyjść mógł tylko na szafot.

Krew elfów

Nie było już czarnego rycerza z Cintry. Był klęczący w kałuży krwi blady, ciemnowłosy młodzieniec o oszołomionych błękitnych oczach i ustach wykrzywionych w grymasie strachu. Czarny rycerz z Cintry padł od ciosów jej miecza, przestał istnieć (...) Nie znała go, nigdy go nie widziała. Nie obchodził jej. Nie bała się go.

Czas pogardy

Jeniec milczał. Skrępowany i ułożony w drewnianym pudle wyglądał jeszcze nędzniej i bezbronnej niż na Thanedd, a tam Geralt widział go na kolanach, rannego, dygoczącego ze strachu w kałuży krwi. Wyglądał też znacznie młodziej. Wiedźmin nie dawał mu więcej niż dwadzieścia pięć lat.

Chrzest ognia

Nilfgaardczyk, którego Jaskier ostatni raz widział w trumnie, wbił oczy w mokrą grzywę. Poeta ledwie go poznał, odzianego w kolczugę, skórzany kaftan i płaszcz, bez wątpienia zwleczone z któregoś z zabitych przy wozie havekara. Zapamiętał jednak młodą twarz, której od czasu przygody pod bukiem nie zdołał zmienić skąpo sypiący się zarost. (...)
– Jestem Cahir Mawr Dyffryn aep Ceallach.

Chrzest ognia

Gdy Cahir otworzył oczy, potwór był tuż przy nim.
– Nie zabijaj... – szepnął, zaprzestając prób podniesienia się ze śliskiej od krwi posadzki. Rozsieczona przez szarowłosą dziewczynę dłoń przestała boleć, zmartwiała.
– Wiem kim jesteś Nilfgaardczyku – białowłosy potwór kopnął hełm z porąbanymi skrzydłami – Ścigałeś ją uparcie i długo. Ale już nigdy nie zdołasz jej skrzywdzić.
– Nie zabijaj...
– Podaj mi jeden powód. Choć jeden. Spiesz się.
– To ja... – wyszeptał Cahir – To ja wywiozłem ją wtedy z Cintry. Z pożaru... Ocaliłem ją. Uratowałem jej życie...
Gdy otworzył oczy, potwora już nie było (...)
Cahir zemdlał.

Czas pogardy

– Cahir... Mój syn...
– Twój syn... – Emhyr zmrużył oczy. – Nie wiem jeszcze, czym zawinił twój syn. Chciałbym wierzyć, że jego wina polegała tylko na głupocie i nieudolności, nie na zdradzie. Jeśli tak jest, będzie ścięty, nie łamany kołem.

Czas pogardy

– Przemyśl jego propozycję, Geralt – zadrwił Jaskier. – Koniec końców, to nilfgaardzki szlachcic. Może z jego pomocą łatwiej nam będzie przedostać się do...
– Trzymaj jęzor na wodzy – przerwał mu ostro wiedźmin. – Dalejże, dobądź miecza. Nilfgaardczyku.
– Nie będę się bił. I nie jestem Nilfgaardczykiem. Pochodzę z Vicovaro, a nazywam się...

Chrzest ognia

Może Cię zainteresuje, że cudak w hełmie z piórami, który z Thanedd zniknął równie tajemniczo, jak się pojawił, nazywa się Cahir Mawr Dyffryn i jest synem seneszala Ceallacha. Dziwnego tego osobnika poszukujemy nie tylko my, ale, jak się okazuje, również służby Vattiera de Rideaux i ludzie tego skurwysyna...
– Pani Filippa, hem, hem, nie lubi takich słów. Napisałem: "tej kanalii".
– Niech będzie. Tej kanalii Stefana Skellena.

Chrzest ognia
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.