- Informacje
- Opisy z książek i gier
Dane z gry GWINT: Wiedźmińska Gra Karciana[]
Wpis z Księgi Nagród „Harald Chromy”[]
Zwój 1: Harald był przeciętnym wojownikiem – aż któregoś dnia niedźwiedź pogruchotał mu nogę. Kość krzywo się zrosła, ból był więc nieznośny, ale… Harald walczył lepiej, niż wcześniej.
Zwój 2: Może dlatego, że czując ból bezustannie, dzień i noc – Harald znał go jak nikt. A to znaczyło, że potrafił go też zadawać. Wiedział, gdzie uderzyć, żeby osłabić, wywołać jak największe cierpienie.
Zwój 3: Haralda owiała zła sława. Nie dlatego, że rabował i mordował – robił to każdy szanujący się wyspiarz. Ale… Harald nie dawał szansy na honorową śmierć. Nie odpuszczał, dopóki wróg nie wił się z bólu u jego stóp, skamląc o litość.
Zwój 4: Kiedy Harald umarł – w boju, przeszyty strzałą – wyprawiono mu wystawny pogrzeb. Obrządek trwał trzy noce i trzy dni, a gdy w końcu drakkar z jego ciałem stanął w ogniu… Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Skrzynia 1: Haralda łatwo było rozpoznać na polu bitwy. Po pierwsze dlatego, że kulał. Po drugie – ze względu na charakterystyczny, zdobiony rogami muflona hełm. Ponoć tylko ten jeden element jego rynsztunku ważył blisko pół puda. Pytany, czy tak ciężki hełm nie jest niepraktyczny, Harald odpowiadał, że kto nie ćwiczy karku, prędzej czy później przed kimś go zegnie.
Skrzynia 2: Harald osiwiał za młodu – po wizycie w Jaskini Snów. Ta słynna na całych wyspach grota ukazuje Skelligijczykom ich największy strach i pozwala się z nim zmierzyć. Co takiego Harald zobaczył w przepastnej pieczarze, nikt nie wie na pewno… Ale niektórzy twierdzą, że ujrzał tam sam siebie.
Skrzynia 3: Harald nigdy nie szedł do boju z tarczą – w jednym ręku dzierżył miecz, w drugim czerwony jak krew sztandar. Uważał ponoć, że tarcza daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa, że trzymający ją wojownik ma poczucie, że zawsze może się za nią schować. Harald tymczasem uważał, że w boju dopuszczalne są tylko dwa manewry: szarża bądź śmierć.
Wpis z Księgi Nagród „Chromy”[]
Zwój 1: Młody Harald nadrabiał braki w sile czy umiejętnościach czystą determinacją – i to z nawiązką. Nigdy nie wycofywał się z walki, niezależnie od swoich szans, przez co nieraz lądował obity w rynsztoku. Inni członkowie klanu żartowali, że Harald nie zna różnicy między odwagą a głupotą, a jego zachowanie raz za razem tylko to potwierdzało. Aż nadszedł ten pamiętny dzień, kiedy to Harald zmierzył się ze wściekłym niedźwiedziem. I jakimś cudem… przeżył tę walkę. Ba! Zwyciężył nawet! Lecz nie bez szwanku – bestia, nim padła bez tchu, całkowicie zdruzgotała mu nogę.
Zwój 2: Odkąd kość w jego nodze zrosła się krzywo, ból nieustannie towarzyszył Haraldowi, znanemu już na zawsze jako „Chromy”, będąc zarówno jego przekleństwem, jak i wybawieniem. Albowiem to właśnie w agonii Skelligijczyk odkrył swą prawdziwą siłę. Wkrótce imię Haralda Chromego stało się dla Wyspiarzy synonimem bólu. Na wszystkich tych, którzy niegdyś żartowali sobie z niego, padł blady strach. Nikt, kto nie chciał umrzeć w męczarniach, ani myślał mu się sprzeciwiać. Dawni wrogowie złożyli broń, woląc uznać swą przegraną, niźli mierzyć się z okrucieństwem i gniewem Haralda. Jego żądza krwi została nasycona, dopiero gdy Chromy ogłosił się królem Wysp. Głównie dlatego, że nie było już nikogo, kto odważyłby się stanąć mu na drodze.