Zakon Wiedźminów był organizacją założoną przez władców Królestw Północy i powiązanych z nimi magów w X wieku, w ramach projektu stworzenia niezwykle sprawnych wojowników posługujących się magią, którzy pomogliby nordlingom pozbyć się potworów, z którymi ludzkość ledwo sobie radziła w tamtych czasach. Ostatecznie jednak projekt rozczarował większość czarodziejów, którzy zaczęli nazywać wynik swoich eksperymentów genetycznych: „wiedźminami”. Jednakże kilku renegatów, w tym Alzur postanowiło kontynuować projekt, zabierając młodych wiedźminów ze sobą do zamku Morgraig i przygotowując zestaw specjalnych prób, w celu stworzenia jeszcze więcej łowców potworów. Zakon jednak nie powstał na zawsze – jego członkowie z czasem porzucili większość pierwotnych wartości i podzielili się na kilka szkół, które zajmowały się nie tylko eliminacją potworów, ale i różniły się między sobą symbolami oraz zwyczajami, a także dążyły do realizacji własnych planów, takich jak na przykład: ulepszenie wiedźmińskich mutacji, zgromadzenie wiedzy magicznej czy zniszczenie Dzikiego Gonu.
Historia[]
Po tym, jak próby stworzenia magicznych wojowników z dorosłych ludzi okazały się niezadowalające, zdecydowano, że dzieci zostaną wykorzystane do przyszłych eksperymentów. Czarodziej Alzur podróżował tygodniami, zbierając 38 dzieci, a następnie przywiózł je do zamku Rissberg. W Rissbergu dzieci musiały trenować dzień i noc, aby przygotować się na nadchodzące mutacje zaplanowane przez magów z ośrodka. Treningi obejmowały wspinanie się po klifach, bieganie po torach przeszkód wypełnionych pułapkami, unikanie wahadełek z zawiązanymi oczami i wiele innych ćwiczeń, które okazały się na tyle niebezpieczne, że zanim jeszcze czarodzieje rozpoczęli mutacje, czworo dzieci już zmarło. Dodatkowo na czas trwania treningów, dzieci dla wzmocnienia organizmu spożywały bulgoczące gulasze, zawierające unikalne grzyby i nietypowe herbaty alchemiczne.
Wśród dzieci, które przeżyły ciężkie treningi i zostały wytypowane do przejścia mutacji, był chłopiec ze Skelliganów zwany Erlandem z Larvik i dziewczynka z Aedirn o imieniu Jagoda, którzy zaprzyjaźnili się ze sobą. Początkowo po przejściu pierwszych, łagodniejszych etapów mutacji dzieci stawały się coraz szybsze i silniejsze, ale wraz z kolejnymi etapami większość dziewcząt zachorowała, w tym Jagoda. Gdy mutacje stały się silniejsze, liczba dzieci, zwłaszcza dziewcząt szybko zmalała. Jagoda zginęła w ciągu pierwszego tygodnia, a czarodziejom zajęło prawie miesiąc, żeby pomyślnie przekształcić jednego z chłopców w pierwszego wiedźmina. Tydzień później, przygnębiony śmiercią jedynej wówczas przyjaciółki Erland także został pomyślnie przekształcony. Po nim, kolejnych kilku chłopców również przeszło mutacje. W międzyczasie, w ramach wyszkolenia dzieci do walki z potworami magowie dokładnie je zbadali i sprawdzili, a potem zebrali profesjonalistów z całego świata, takich jak myśliwych z Kaedwen, alchemików z Vicovaro i szermierzy z każdego zakątka Kontynentu, żeby ci szkolili chłopców w odpowiednio dopasowanych dziedzinach: myśliwi uczyli ich tropienia i polowania, alchemicy warzenia eliksirów i sporządzania specjalnych olejów, a szermierze – walki. Mimo wszystko, według czarodziejów efekty ponownie okazały się niezadowalające, z powodu braku odpowiedniego rozwoju umiejętności magicznych. Mutacje wprawdzie otworzyły ciała wiedźminów na przepływ mocy, ale ostatecznie skończyli oni z ograniczonym talentem magicznym.
Wygnanie z Rissbergu[]
Rozczarowani tym rezultatem czarodzieje wygnali wiedźminów z Rissbergu, ale kilku magów, takich jak Alzur, Cosimo Malaspina, a także Idarran z Ulivo, zdecydowało się kontynuować eksperyment. Przyprowadzili więc wiedźminów do opuszczonego zamku Morgraig w Górach Pustulskich, aby kontynuować mutacje i szkolenie.
Kilka miesięcy przed wyruszeniem pierwszego pokolenia wiedźminów na szlak, ich trener miecza został zastąpiony przez błędnego rycerza, który nazywał się Taliesin Bleddyn Yorath aep Lywelyn, ale wiedźmini nazywali go „Gryfem” z powodu jego herbu – czarnego Gryfa na tarczy. Nie tylko nauczył ich południowych oraz elfich stylów walki, ale także wyjaśnił im, że wbrew pozorom nie są tylko wynikiem eksperymentów naukowych i że powstali z ważnego powodu. Nie zachęcał ich do bycia szlachetnymi bohaterami, ale tłumaczył im, że są potrzebni. Te słowa szczególnie wpłynęły na pogrążonego wtedy w depresji Erlanda. W następnych latach powstawali kolejni wiedźmini, którzy wiosną wyruszali w drogę i wypełniali kontrakty na całym Kontynencie. Następnie zimą wracali do ciepłych ognisk w Morgraig i spędzali czas ze swoimi braćmi w zamku, świętując kolejny rok na szlaku i opłakując zmarłych towarzyszy.
Upadek Zakonu[]
Wiele lat później Alzur, Cosimo oraz Idarran odeszli, zostawiając tylko garstkę magów do przeprowadzania mutacji i Zakon bez przywódcy. Mimo tego, z początku między wiedźminami panował spokój. Niestety z czasem liczba potworów zaczęła maleć, co z kolei zaowocowało mniejszą liczbą zleceń. To doprowadziło do konfliktów między łowcami – zaczęli podbierać sobie zlecenia, oszukiwać się nawzajem, a nawet grozić, że się pozabijają. Wkrótce pewien incydent przypieczętował los całego Zakonu.
Kiedy wiedźmin Arnaghad po przybyciu do Kaedweńskiej wioski w górach w celu upolowania grasującego tam czarta, dowiedział się, że inny wiedźmin – Rhys już przyjął zlecenie na tego potwora, wściekł się. Udał się więc do lasu za Rhysem, a gdy go znalazł doszło między nimi do starcia, w trakcie którego Arnaghad poważnie zranił swojego oponenta. Żeby się ratować Rhys zwabił na niego wspomnianego czarta, po czym uciekł do Morgraig, z trudem utrzymując się przy życiu za pomocą eliksirów. Arnaghad domyślając się, że Zakon nie puści mu tego płazem zebrał grupę pozostałych łowców potworów, którym nagadał nie wiadomo czego i razem z nimi przypuścił atak na Morgraig. Bitwa między Zakonem a oddziałem Arnaghada była wyjątkowo zajadła, lecz pomimo wielu strat Zakon zwyciężył. Chcąc przeżyć Arnaghad i jego towarzysze uciekli z Morgraig i udali się w góry Amell, gdzie założyli Szkołę Niedźwiedzia w twierdzy Haern Caduch. Po latach kolejna grupa wiedźminów, chcąc przejąć kontrolę nad Szkołą Niedźwiedzia przeprowadziła zamach na życie Arnaghada, prawię go zabijając. Ostatecznie jednak poniosła porażkę, po czym uciekła z Haern Caduch i założyła Szkołę Żmii w górach Tir Tochair. Po tym, jak te informacje dotarły do Zakonu, 20 młodych wiedźminów zdecydowało, że też założą własną szkołę, która przewyższy Zakon i zapewni im szacunek na całym Kontynencie. Odchodząc, ukradli wiele mutagenów i narzędzi alchemicznych w nadziei, że wykorzystają je do ulepszenia formuły, która stworzyła wiedźminów. Udali się do zamku Stygga w Ebbing i przyjęli nazwę Szkoły Cechu Kota, tworząc dla siebie medaliony w kształcie wyszczerzonych kocich pysków. Pozostali członkowie Zakonu trzymali się jeszcze przez jakiś czas, ale byli coraz bardziej rozczarowani swoim rzekomym powołaniem. Morgraig stał się bardziej ponurą kryjówką niżeli ciepłym domem, którym był wcześniej. Ostatecznie Erland również zdecydował się opuścić Zakon wraz z 13 swoimi przyjaciółmi. Nie chcąc zepsuć relacji z ostatnimi członkami Zakonu ani tym bardziej wyrządzić kolejną masakrę, ogłosił, że on i jego towarzysze odchodzą i wyjaśnił im, dlaczego to robią. Następnie po spokojnym pożegnaniu, jego grupa wyruszyła do Kaer Seren i dała tam początek Szkole Gryfa, kształtując nazwę i motywy swojej szkoły na wzór ich dawnego trenera miecza – Taliesina, znanego również jako Gryf. Ostatni wiedźmini, którzy pozostali w Zakonie, opuścili Morgraig i udali się na wschód, ostatecznie osiedlając się w górach Kaedwen. Tam założyli Szkołę Wilka i stworzyli dla siebie medaliony w kształcie wyszczerzonych wilczych pysków, oficjalnie kończąc istnienie pierwotnego Zakonu. Czas, który nadszedł później, został przez wiedźminów zapamiętany jako Złoty Wiek, podczas gdy uczeni nazwali go Drugą Erą Wiedźminów.
Ciekawostki[]
- Zakon Wiedźminów, jak i jego historia różnią się od historii łowców potworów przedstawionej w najnowszej książce Andrzeja Sapkowskiego pt. Rozdroże Kruków.