Wiedźmin Wiki
Wiedźmin Wiki
Wiedźmin Wiki
oficjalna wiki
12 858
stron

Dane z książek Sapkowskiego[]

– To coś, co zabiło oboje – ciągnął Geralt, patrząc na skraj lasu – nie było ani wilkołakiem, ani leszym. Ani jeden, ani drugi nie zostawiliby tyle dla padlinożerców. Gdyby tu były bagna, powiedziałbym, że to kikimora albo wipper. Ale tu nie ma bagien.
Schyliwszy się, wiedźmin odwinął nieco derkę przykrywającą bok konia, odsłaniając przytroczony do juków drugi miecz z błyszczącym, ozdobnym jelcem i czarną karbowaną rękojeścią.
– Tak, Płotka. Nadłożymy drogi. Trzeba sprawdzić, czemu płatnerz i kobieta jechali przez bór, a nie traktem. Jeżeli będziemy obojętnie omijać takie wydarzenia, nie zarobimy nawet na owies dla ciebie, prawda, Płotka?

Opowiadanie Ziarno prawdy w zbiorze Ostatnie życzenie

– Chociaż to nie wilkołak, nie będziemy ryzykować – ciągnął wiedźmin, wyjmując z torby u siodła zasuszony bukiecik tojadu i wieszając go przy munsztuku. Klacz parsknęła. Geralt rozsznurował nieco kaftan pod szyją, wydobył na zewnątrz medalion z wyszczerzoną wilczą paszczą. Medalion, zawieszony na srebrnym łańcuszku, podrygiwał w rytm chodu konia, jak rtęć rozbłyskując w promieniach słońca.

Opowiadanie Ziarno prawdy w zbiorze Ostatnie życzenie

W tym samym momencie poczuł, jak do karku drażniąc, podnosząc włosy, przysysa się i porusza pełznąc niewidzialne miękkie stworzonko. Wiedział, co to jest.
Ktoś patrzył.

Opowiadanie Ziarno prawdy w zbiorze Ostatnie życzenie

Obok fontanny, na czymś, co bardzo dawno temu było klombem, rósł krzak róży. Niczym oprócz koloru kwiatów krzak ten nie różnił się od innych krzaków róży, jakie przychodziło oglądać Geraltowi. Kwiaty stanowiły wyjątek – miały kolor indyga, z lekkim odcieniem purpury na końcach niektórych płatków. Wiedźmin dotknął jednego, zbliżył twarz, powąchał. Kwiaty miały typowy dla róż zapach, ale nieco bardziej intensywny.

Opowiadanie Ziarno prawdy w zbiorze Ostatnie życzenie

– Precz stąd, człeku śmiertelny! – ryknął potwór, machając łapami, ale nie ruszając się z miejsca. – Bo pożrę cię! Na sztuki rozedrę!
Wiedźmin nie poruszył się, nie opuścił miecza.
– Głuchy jesteś? Precz stąd! – wrzasnęło stworzenie, po czym wydało z siebie odgłos będący czymś pośrednim pomiędzy kwikiem wieprza a rykiem jelenia samca. Okiennice we wszystkich oknach zakłapały i załomotały, strząsając gruz i tynk z parapetów. Ani wiedźmin, ani potwór nie poruszyli się.
– Umykaj, pókiś cały! – zaryczał stwór, ale jak gdyby mniej pewnie. – Bo jak nie, to...
– To co? – przerwał Geralt.
Potwór zasapał gwałtownie, przekrzywił potworną głowę.
– Patrzcie go, jaki śmiały – rzekł spokojnie, szczerząc kły, łypiąc na Geralta przekrwionym ślepiem. – Opuść to żelazo, jeśli łaska. Może nie dotarło do ciebie, że znajdujesz się na podwórzu mojego własnego domu? A może tam, skąd pochodzisz, jest zwyczaj wygrażania gospodarzowi mieczem na jego własnym podwórzu?
– Jest – potwierdził Geralt. – Ale tylko względem gospodarzy, którzy witają gości rykiem i zapowiedzią rozrywania na sztuki.
– A, zaraza – podniecił się potwór. – Jeszcze mnie będzie obrażał, przybłęda.
Gość się znalazł! Pcha się na podwórze, niszczy cudze kwiaty, panoszy się i myśli, że zaraz wyniosą chleb i sól. Tfu!
Stwór splunął, sapnął i zamknął paszczę. Dolne kły pozostały na wierzchu, nadając mu wygląd odyńca.
– I co? – rzekł wiedźmin po chwili, opuszczając miecz. – Będziemy tak stać?
– A co proponujesz? Położyć się? – prychnął potwór. – Schowaj to żelazo, mówię.

Opowiadanie Ziarno prawdy w zbiorze Ostatnie życzenie

– (…) Czego tu chcesz? Skąd się tu wziąłeś?
– Zabłądziłem – skłamał wiedźmin.
– Zabłądziłeś – powtórzył potwór, wykrzywiając paszczę w groźnym grymasie. – No to się wybłądź. Za bramę, znaczy się.

Opowiadanie Ziarno prawdy w zbiorze Ostatnie życzenie

Stwór ujął medalion w łapę, podniósł do oczu, napinając lekko łańcuszek na szyi Geralta.
– Nieładny wyraz twarzy ma to zwierzę. Co to takiego?
– Znak cechowy.
– Aha, zapewne trudnisz się wyrobem kagańców. (…)

Opowiadanie Ziarno prawdy w zbiorze Ostatnie życzenie

Nivellen siedział nieruchomo, poruszając lekko olbrzymimi uszami.
– Załóżmy – powiedział wreszcie – że zdążysz wyciągnąć miecz, nim do ciebie doskoczę. Załóżmy, że zdążysz mnie nawet ciąć. Przy mojej wadze mnie to nie zatrzyma, zwalę cię z nóg samym impetem. A potem, to już zdecydują zęby. Jak myślisz, wiedźminie, kto z nas dwu ma większe szansę, jeżeli dojdzie do przegryzania gardzieli?
Geralt, przytrzymując kciukiem cynowy kołpaczek karafy, nalał sobie wina, wypił łyk, odchylił się na oparcie krzesła. Patrzył na potwora uśmiechając się, a był to uśmiech wyjątkowo paskudny.

Opowiadanie Ziarno prawdy w zbiorze Ostatnie życzenie